Witam, po raz kolejny. Tym razem w nowej odsłonie.
Obiecałam sobie, że wraz z nowym życiem, które nie tylko się w naszej rodzinie pojawiło, ale także moim nowym życiem, powstanie nowy blog. Blog, którego tym razem już nie zaniedbam, tylko dzielnie prowadzić będę. I choćbym padała na cyce, to pisać będę,
Wszystko jest póki co w wielkiej fazie tworzenia, ale dnia pewnego zakończę ten blogowy remont i zadomowię się tu na dobre.
Dlaczego zaczęłam po raz kolejny? Bo czytuję wiele blogów matek. Matek, które są wręcz idealne. Nigdy nie złoszczą się na swoje pociechy, nie podnoszą na nie głosu i są oazami spokoju. A ja do takich ideałów nie należę. Jestem zwykłą kobietą, która kocha swoje dzieci, a jakże. Kocham je nad życie, ale czasem jakby kocham je trochę mniej. Żeby nie było, Męża mego także kocham, ale czy to oznacza, że nie mogę się na Niego wkurzyć? A ja się właśnie wkurzam.
Bo ja w ogóle się często denerwuję i z siebie wychodzę, ale to już zupełnie inna historia.
Potrzebuję miejsca, w którym zostawię wszystkie swoje zmartwienia i łopoty. Kto wie, może kogoś nakieruję i polecę to i owo?
Póki co, szykujemy się z rodziną na wypad do Rabki. Uwielbiam to miejsce. Wiążą się z nim cudowne wspomnienia. Wspomnienie pierwszej miłości, które w sercu na dnie do dnia dzisiejszego jest ukryte i czasem daje o sobie znać. Wspomnienie najsmaczniejszych gofrów na świecie.
W Rabce byłam również z moimi mężczyznami. W 2011 roku z Mężem, będąc w 6 m-cu ciąży z W. W 2013 roku z W., będąc w 3 m-cu ciąży z M.
No dobrze, idę spakować W., bo jutro wyjeżdża z dziadkami na wioskę, a w sobotę przesiada się do nas i całą czwórką jedziemy na urlop :) A zatem, jak to mówi W.: "papa, na razie, dobranoc" :)